-

Starybelf

Niemcy, czyli obraz rodziny dysfunkcyjnej

Jak zwykle bardzo dobry artykuł PINK PANTHER na temat ostatnich wyborów parlamentarnych w Niemczech (http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/koniec-jamajki-w-berlinie-poczatek-konca-angeli-merkel) skłonił mnie do napisania tekstu, zawierającego takie bardziej ogólne spostrzeżenia na temat naszego zachodniego sąsiada.

Ostatnio byłem w Niemczech, w Berlinie i Poczdamie w 2014 r., jeszcze przed nawałą nachodźców, która rozpoczęła się, po wezwaniu Angeli Merkel, na wiosnę 2015 r. Ale już wtedy, w 2014 r., Berlin wyglądał, oględnie mówiąc, nie najlepiej. Brudne ulice, z przepełnionymi koszami na śmieci, szarzy ludzie, szybko przemykający się pod ścianami budynków, restauracje, kawiarnie i pizzernie zamykane o dwudziestej i tzw. „nocne sklepy” otwarte do 22,30. Taki trochę nasz PRL z końcówki lat osiemdziesiątych, tyle tylko, że w sklepach nieco lepsze zaopatrzenie. No, ale w tym naszym schyłkowym PRL-u mniej było mimo wszystko, różnych świrusów.

I niemieccy bezdomni. Takich bezdomnych, zaniedbanych, brudnych i śmierdzących nie widziałem ani w Polsce, ani na Litwie, ani we Włoszech, ani na Węgrzech i Czechach, ani nawet na Słowacji. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że tzw. „zwykli ludzie” zupełnie jakby ich nie dostrzegali. Przypominało to trochę opisy Kalkuty czy Bombaju, gdzie każda kasta żyła swym własnym życiem. Takie też wrażenie odniosłem w Niemczech. Każdy żyje swoimi problemami więc nie ma co pomagać bezdomnym, od tego jest państwo, tudzież Czerwony Krzyż.

Zwróciła też moją uwagę infrastruktura, też ichnie, S-bahny, U-bahny i Autobahny. I wyglądało to tak, że jakby Adolf, a wcześniej Bismarck z Wilusiem tego wszystkiego nie pobudowali, to pewnie do dziś z Poznania do Berlina jeździłoby się tak, jak obecnie jeździ się z Warszawy do Krakowa, czyli są odcinki niezłej drogi, ale ogólnie są korki, tłok i dziury w asfalcie. Cała infrastruktura niemiecka wygląda staro i niemodnie, choć nieźle się trzyma.

Ogólnie w Berlinie nie ma czegoś takiego, co można nazwać „powiewem nowości”. Niby Unter den Linden jest remontowane, niby ma być nowocześnie i elegancko, ale gdy kończy się remont, to wygląda to wszystko, jakby remont był trzy, a może pięć lat temu. Nowe, ale już brudne z pękniętą okładziną i wygiętym progiem. W Belinie nadal rzuca się oczy ślad muru. Ten samotnie stojący budynek Reichstagu z pretensjonalną przeszkloną kopułą. Puste, niezagospodarowane place, o które deweloperzy powinni się zabijać, a jakoś inwestorów nie widać.

No cóż, obejrzałem Berlin, czytam różnorakie rzeczy o Niemczech i nasuwa mi się taka refleksja. Współczesne Niemcy przypominają dysfunkcyjną rodzinę. Rodzinę, gdzie ojciec odszedł do nowej partnerki, matka, choć nieźle zarabia i dostaje alimenty od byłego, zaharowuje się w pracy i w domu, a nastoletni syn, całymi dniami włóczy się z towarzystwem po mieście, pali papierosy, popija piwo, czasem zapali marihuanę lub weźmie jakiś dopalacz i podrywa dziewczyny, skłonne do tego by zrobić „to dla sportu”.

Matka chciałaby narzucić synowi dyscyplinę, ale jest sama, ma na głowie pracę i bieżące utrzymanie domu. I powoli zaczyna mieć dość wszystkiego. Były mąż, zamiast zająć się synem, poważnie z nim porozmawiać, ma wszystko w d…, bo przecież musi z nową kochanką polecieć na Costa del Sol lub na Maderę, a na każdą uwagę byłej żony odpowiada: „Ale przecież wiesz, że ja nie mam czasu bo….” i wylicza litanię powodów, dla których nie może zająć się zbuntowanym nastolatkiem.

Matkę zaczynają też denerwować sąsiedzi. Ci z dołu, z trójką dzieci i ta młoda z naprzeciwka, która wychodzi na balkon w bikini i ta starucha z góry, do której przynajmniej raz w tygodniu wpada siostrzeniec z zakupami. No, a jej nikt nie pomaga, uroda przeminęła wraz z rozwodem, a bachory z dołu ciągle krzyczą. Więc chodzi naburmuszona na cały świat, choć w windzie sąsiadom zawsze mówi pierwsza „dzień dobry” i uśmiecha się szeroko, bo „tak wypada”.

I taki obraz rodziny dysfunkcyjnej pojawia się w mojej wyobraźni, gdy obserwuję współczesne Niemcy. Ale nie ma co się dziwić, bo jeśli dominuje u nich wyżej opisany model rodziny, to jak ma wyglądać całe państwo niemieckie?



tagi: niemcy i patologiczna rodzina 

Starybelf
23 listopada 2017 19:39
7     1025    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Godny-Ojciec @Starybelf
23 listopada 2017 21:34

Miałem sąsiada którego sklasyfikowano jako rodzinę dysfunkcjyną. Sam wychowywał syna, nie miał pracy, jeździł na wózku. Już nie żyje. "Rodzina dysfunkcyjna" - takie zaszufladkowanie czyni człowieka interesującym celem dla handlarzy ludźmi. Badyci z MOPR-u przyszli i odebrali facetowi syna. Ci to dopiero mają dysfunkcyjne rodziny! Proponowałem sąsiadowi pomoc ale był zastraszony jak zwierzę. 

Dziś się dowiedziałem że syn tego człowieka został niedawno gdzieś wywieziony w świat. Już go nie widują w naszej szkole... Nachodzi mnie niepokój że może też już nie żyje ten dzieciak.

Opisałem jego przypadek w jednym z felietonów na swoim blogu

zaloguj się by móc komentować

chlor @Starybelf
23 listopada 2017 21:49

Nie wiadomo jak tam naprawdę jest, bo najwięcej o tym piszą ludzie bywający w Niemczech rzadko, krótko, i dawno. Natomiast zasiedzieli tam od lat, piszą niemal wylącznie o Polsce.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @chlor 23 listopada 2017 21:49
23 listopada 2017 22:28

No, wiesz, coś trochę ostatnio napisałem o tym.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Starybelf
23 listopada 2017 22:35

To jest dobrze dobrana metafora. Wręcz aż ZA przenikliwie. Wszystko pasuje w tej metaforze. Odrobinkę zabrakło w niej systemu prawnego, wymuszającego ową, opisaną trafnie, sytuację.

To nie jest tak, że ojcowie mają gdzieś. To jest raczej tak, że System takie nastawienie wymusza na każdym tutaj, bez wyjątku. Aby nie "rozgadać" przerwę tu. Uwagi są zbędne, dalsze uwagi — gdy metafora jest trafiona.

zaloguj się by móc komentować

chlor @A-Tem 23 listopada 2017 22:28
23 listopada 2017 22:42

Tak, ale w sumie mało. Więcej oczywiście niż inni. Chyba większość tam żyjących Polaków jest zadowolona ze swego wyboru, z czasem wręcz z siebie dumna. Widzą liczne zalety nowej ojczyzny i nie chcą się czepiać niedomogów. Chyba że jakieś drobiazgi, typu jedzenie. Tak to zwykle wygląda w opowieściach.

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @Godny-Ojciec 23 listopada 2017 21:34
24 listopada 2017 17:08

Akurat szufladkowania nie miałe na myśli pisząc ten tekst.

 

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @A-Tem 23 listopada 2017 22:35
26 listopada 2017 18:53

To nie jest tak, że ojcowie mają gdzieś. To jest raczej tak, że System takie nastawienie wymusza na każdym tutaj, bez wyjątku.

Oczywiście, że olbrzymia większość ojców jest zainteresowana wszystkimi swoimi dziećmi, ale w Polsce, w Niemczech bywa różnie, a System, który w Niemczech ma duuuuużo większe wpływyspecjalnie tak steruje ludnością, aby jak największa liczba ludności była od niego uzależniona.

Wystarczy jako przykład podać, że w Polsce wg Eurostatu (nie licząc tzw. "spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu") we własnych lokalach mieszka ok. 60% osób, a gdyby dodać tychże "spółdzielczych posiadaczy", wyszłoby ponad 85% właścicieli mieszkań. W Niemczech liczba właścicieli własnych lokali nie przekracza 55%. Tak więc, duża część Niemców, prawie połowa żyje "nie na swoim", a więc jest zależna bezpośrednio od Systemu.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować